29 czerwca 2013

Stwarzanie siebie...przez pisanie


Skoro już wzięłam się za blogowanie, niczym rasowy marketingowiec postanowiłam zbadać rynek. Tzn. na nowo poznać trochę blogosferę. Mówiąc jeszcze ściślej: przejrzeć kilka nagłośnionych stron oraz kilka tych mniej znanych. I przejrzałam jeden całkiem ciekawy raport.

Wybaczcie. Nie będzie tu ulubieńców czerwca ani listy inspirujących miejsc w sieci. ;) Wnioski, jakie wyciągnęłam, zachowam dla siebie. Jeszcze dużo mi brakuje, żeby zabierać na ten temat głos.

Napiszę za to kilka słów o czymś, co bardzo mnie zaciekawiło, kiedy tak sobie przeglądałam te różne blogi. O samym pisaniu. Z autopsji wiem o tym, że może mieć ono terapeutyczne (nie lubię tego słowa) właściwości. Niektóre rzeczy łatwiej zrozumieć i poukładać sobie w głowie, kiedy się o nich napisze. 

Blogowanie może być formą uczenia. Nie tylko innych, ale siebie. Wydaje mi się, że nawet siebie przede wszystkim. Że kiedy napiszę o swoich doświadczeniach i wnioskach, jakie z tego wyciągnęłam, utwierdzam się we własnej słuszności (jak ładnie napisała Ola w jednym z komentarzy na swoim blogu). Że w jakiś sposób tworzymy siebie i jak już coś napiszemy na blogu, to później jesteśmy niejako zobowiązani do życia zgodnie z tym. To może być pozytywną motywacją i jak najbardziej zamierzam z tego mechanizmu skorzystać.

Mam jednak wrażenie, że to stwarzanie siebie przez pisanie bloga coraz częściej przekracza granice dobrego smaku. Ktoś to nawet ciekawie nazwał ekskribicjonizmem. Że niby pisanie bloga jest jakąś formą ekshibicjonizmu. Przeczytałam kilka blogów osób, których kompletnie nie znam. Nie wiem jak się naprawdę nazywają i jak wyglądają. Ale to nic, bo w zamian za to mam wrażenie, że znam ich najintymniejsze sekrety: wiem o czym marzą, kiedy były ostatnio u ginekologa, a nawet jakie mają kompleksy. O ile dzielenie się marzeniami biorę za plus za odwagę, to o pozostałych rzeczach chyba wolałabym nie wiedzieć.

Nie widzę nic złego w byciu otwartym i dzieleniu się sobą. Opowiadanie o sobie rodzi otwartość ze strony innych osób. Ułatwia też znalezienie ludzi podobnych do siebie. Jest też jeszcze jedna rzecz, która mnie urzekła w blogowaniu. Mimo cienkiej granicy między pisaniem a ekskribicjonizmem, czytanie blogów w większości wypadków w fantastyczny sposób skraca drogę do drugiego człowieka. Pozwala go poznać od takiej strony, od jakiej on sam chce, żebyśmy go poznali i której być może nie pokazuje w codziennym życiu (chociaż od tego już tylko krok do manipulacji wizerunkiem). Bardzo inspirujące jest też to, że mogę czytać i uczyć się z doświadczeń innych ludzi w dziedzinach, których nawet nie będę próbować wymieniać. Ta strona blogowania najbardziej mi się podoba.

Słowa wypisane w sieci rzeczywiście mają większą siłę i skalę niż te wypowiedziane. I niosą ze sobą więcej konsekwencji. Niektóre trudno przewidzieć.

PS: Kłamałam, że nie będzie linków. Historia polskiej blogosfery jest warta zobaczenia... :)
PPS: Wiem, że to moje grafomaństwo nie przypomina nic porządnego, ale skoro mam pełne prawo być ekskribicjonistką, to będę (z głową) z tego prawa korzystać! ;)
 

2 komentarze :

  1. Podwójnie mi miło, że mnie odwiedzasz, bo często zahaczam wpisami o jakże podniosłe tematy "ulubieńców" i "inspiracji", które zdaje się nie są Twoimi faworytami, dla mnie natomiast to całkiem przyjemne cykle, lubię je u innych ;)

    A na temat postu moje zdanie znasz, zgadzam się z Tobą całkowicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam obiekcji do "ulubieńców" i "listy inspiracji", a dla zainteresowanych na pewno są źródłem wartościowych informacji :D

      Nawiązałam do nich we wpisie, bo - jak kilka innych - wydały mi się charakterystycznym elementem większości blogów. ;)

      Usuń