5 września 2013

Jak znajduję czas na studiowanie, działalność społeczną, życie prywatne i dodatkowo czytanie przynajmniej kilku książek miesięcznie?



Wbrew pozorom i temu, co można przeczytać w różnych poradnikach, nie da się robić wszystkiego jednocześnie, a w mojej interpretacji niektóre właśnie do tego namawiają. Należę do aktywnych osób i jestem już na tyle duża, żeby wiedzieć, że jeśli się chce nadążać i robić dużo, trzeba z niektórych rzeczy zrezygnować. Ja też usunęłam ze swojego życia kilka z nich, żeby mieć czas na studiowanie, działalność społeczną, życie prywatne i dodatkowo czytanie przynajmniej kilku książek miesięcznie.


Priorytety


Przede wszystkim pracuję na wartościach i póki co wydaje mi się, że to najważniejszy punkt w zarządzaniu swoim czasem. Uświadomiłam sobie, co mnie uszczęśliwia, mam też mgliste pojęcie o tym, co tak naprawdę wpływa na jakość mojego życia. Dobre jest wrogiem lepszego, a żeby odpowiednio wybrać, trzeba wiedzieć, co jest czym. Mam nadzieję, że się tego nauczyłam, chociaż nie mam wątpliwości, że życie jeszcze nie raz zweryfikuje tę wiedzę.

Imprezy


Imprezuję dużo rzadziej niż moi rówieśnicy. Robię tak tylko dlatego, że specjalnie mnie to nie bawi. Domówki są ok, ale w klubach czuję się jak zwierzyna łowna, serio. Myślę, że gdyby sprawiałoby mi to większą przyjemność, robiłabym to częściej. Wolę się jednak wyspać, wstać wcześniej i wypić z kimś rano kawę, którą tak uwielbiam.

Internet


Od jakiegoś czasu używam facebooka przede wszystkim do śledzenia interesujących mnie fanpage i grup. Ogarniam też, co dzieje się u moich bliższych znajomych, ale wyłączyłam profile ludzi, z którymi rzadko utrzymuję kontakt. Dzięki temu nie tracę czasu na czytanie niepotrzebnych mi informacji. Przestałam też wrzucać na swoją tablicę posty, które nie niosą ze sobą żadnej konkretnej treści (a kiedyś byłam mistrzem spamu!). Jeśli chodzi o czas spędzany na tym portalu, jest różnie. Czasami nie sprawdzam go całe dnie, bo po prostu nie mam możliwości (z wyboru), ale nadal czuję, że robię to częściej, niż to jest potrzebne.

Inni ludzie


Kolejny ważny punkt jeśli chodzi o generowanie dodatkowego czasu to... inni ludzie. Rzadko widzę, żeby ktoś wspominał o tym w kontekście zarządzania sobą w czasie. Bo wiecie, fajnie jest być lubianym, ale bycie w porządku wobec wszystkich też pochłania mnóstwo cennych chwil. Dlatego przede wszystkim ograniczyłam kontakty z ludźmi, którzy mnie w jakiś sposób unieszczęśliwiają, uczę się nie zgłaszać się za każdym razem do pomocy oraz mówić "nie", kiedy koszt działania jest dla mnie zbyt duży (co jest akurat bardzo subiektywną sprawą). Generalnie mam naturę społecznika i nie wyrzucam znajomych na facebooku. :) Nadal nie mam problemu z bezinteresownością, jednak niedawno odkryłam, że warto pomagać nie tym, którzy tego "potrzebują", ale tym, którzy na to zasługują.

Telewizja i inne pożeracze czasu


Nie oglądam telewizji. Łatwo mi było z tego zrezygnować, bo mam na tyle ciekawe zajęcia, że kompletnie nie odczuwam jej braku, a o wszystkim i tak dowiaduję się od innych. Minusem jest to, ze zanim ktoś mi coś wyjaśni, koniecznie musi mnie wyśmiać, że o tym nie słyszałam. ;) 

Nie przeglądam też żadnych portali plotkarskich ani serwisów z obrazkami. Kompletnie mnie do tego nie ciągnie.

Generowanie dodatkowego czasu


Staram się wstawać wcześnie, bo jednak lepiej pracuje mi się rano.

Grupuję czynności. Nie latam kilka razy dziennie na miasto, jeśli mam taką możliwość. Z innymi lubię umawiać się zaraz po zajęciach, nie muszę się wtedy kilka razy wybierać z domu. Kiedy lecę na wydział, staram się załatwić kilka rzeczy "przy okazji".

Porządek


Rzadko sprzątam w pokoju i wydaje mi się, że ten punkt może najbardziej oburzać. Chociaż świetnie orientuję się co i gdzie leży, to i tak wiecznie mam problem z walorami estetycznymi mojego otoczenia. ;) Jednak takie niegodne zachowanie jest również podyktowane względami ekonomicznymi. Wiadomo, że są rzeczy, które trzeba robić regularnie (takie jak ścieranie kurzy czy wyrzucanie śmieci), ale generalne porządki to zabieg, po który sięgam, kiedy naprawdę nie mam już gdzie chować swoich rzeczy. Codzienne czynności wykonuję dopiero wtedy, kiedy skończę to, co mam do zrobienia (z wyjątkiem porządkowania biurka, przy którym mam zamiar pracować). W którymś momencie po prostu uznałam, że są dla mnie ważniejsze rzeczy, niż tracenie dnia na sprzątanie. Od jakiegoś czasu staram się mieć mniej przedmiotów, żeby poświęcać na to jeszcze mniej czasu.

Czas na książki


Czytam zawsze kilka(naście) minut przed snem i w środkach komunikacji miejskiej. Dlatego też polubiłam podróżowanie nimi. Czasami to jedyna chwila w ciągu dnia na naukę lub kontakt z kulturą.

Szukanie synergii


Wciągnęłam niektórych swoich znajomych do organizacji, w której działam. Do innych oni wciągnęli mnie. Dzięki temu spędzamy ze sobą więcej czasu i poznajemy siebie jeszcze lepiej, chociaż czasami współpraca okazuje się trudna.

Równowaga nie jest normalna


Jest jeszcze jedna ważna kwestia. Równowaga nie jest normalna. Zgodnie z prawem entropiiwszystkie systemy wykazują naturalną skłonność ku upadkowi - co można zinterpretować mniej więcej tak, że jeśli sami nie zadbamy o jakiś balans, naturalną koleją rzeczy jest to, że w końcu coś się zacznie sypać.

Bywały miesiące, kiedy prawie mieszkałam na uczelni (np. przed juwenaliami albo nagrywaniem lipdubu), były też takie, jak te ostatnie, kiedy głównie siedziałam z nosem w książkach. Całe dnie, podczas których malowałam prześcieradła i wycinałam ozdoby z kartonu. Wydarzenia, imprezy i konferencje, do których przygotowania zajmują tyle czasu, że nie ma mowy o pojawianiu się na zajęciach. Serie nocy poświęcane nauce do sesji, ale też popołudnia i wieczory spędzane na plaży ze znajomymi. Całe tygodnie pisania pracy licencjackiej (kiedy przekonałam się, do jakiej dyscypliny jestem zdolna). Czasy, kiedy mam świetny kontakt z przyjaciółmi i takie, kiedy rzadziej się do siebie odzywamy. Dni, kiedy prawie nie ruszam się z domu i takie, kiedy tylko w nim śpię. Zdarzało mi się ledwo stać, a i tak do późnego wieczora robić coś na wydziale. Były też dni, kiedy absolutnie nic nie robiłam, bo dosłownie zdychałam ze zmęczenia. Są pory roku, kiedy tryskam energią i takie, kiedy jedyne, o czym marzę, to zawinąć się w koc.

Ostatnio mnóstwo swojego czasu poświęciłam swojemu szczeniakowi, przez co mniej kontaktowałam się z ludźmi. I nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia, bo to szybko minie, piesek ciągle rośnie i nie chciałabym tego przegapić. A na dobre kontakty z innymi pracowałam wiele miesięcy wcześniej, chociaż może to trochę naiwne podejście. Być może rozpoczęcie pracy sprawi, że będę musiała niektóre rzeczy przewartościować.

Nie wszystko jest idealnie i trudno powiedzieć, że w moim życiu panuje równowaga. Paradoksalnie: właśnie dlatego jestem w stanie ze wszystkim zdążyć.

4 komentarze :

  1. Świetnie czytało mi się ten tekst i proszę o takich więcej. Lubię poznawać metody innych ludzi na radzenie sobie z codziennością i gdzieś między wierszami przemycone zdania o stylu życia. Pisz, pisz jak najwięcej, na pewno wygospodarujesz czas :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Równowaga i harmonia w życiu? To nie dla mnie, albo przepracowuję się, albo obijam :D Za to dobra organizacja czasu i unikanie rozpraszaczy jest podstawą ogarnięcia wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na początku napiszę, że bardzo podoba mi sie nazwa bloga - jest nietuzinkowa i jakaś taka sympatyczna, że z chęcią kliknęłam na "otwórz stronę" :-) Co do postu, to zabawne wydaje mi się, że nie dostrzegasz równowagii w swoim życiu. Przecież równowaga nie musi mieć miejsca w ciągu jednej doby. Ogólnie jak popatrzysz z szerokiej perspektywy - na zeszły tydzień, miesiąc, czy nawet kwartał, to przekonasz się, że tu nie dosypiałaś, bo sesja, ale zaraz potem były wakacje i juz mogłaś odespać. Tu teraz poświęcasz czas psu, ale w przyszłości znowu odezwiesz się do znajomych i wszystko się wyrówna. Jedyne co, to harmonii nie osiągniesz, ale czy to akurat nie jest przereklamowane? Bo harmonia to tak jakby troche nuda ;-)
    Gratuluję ciekawego wpisu i dołaczam sie do obserwatorów ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście może należałoby oddzielić harmonię (którą też utożsamiam z nudą) od równowagi, chociaż ja właśnie nie do końca tak ją rozumiem. Staram się w długiej perspektywie nie zaniedbywać najważniejszych dziedzin życia (a i tak różnie wychodzi), ale chyba i tak nadal nie nazwałabym tego dążeniem do równowagi. ;)

      Dziękuję. Bardzo mi miło czytać taki komentarz. :)

      Usuń