25 października 2013

Kto weźmie odpowiedzialność za udzielone mi rady?

Udzielanie rad stało się ostatnimi czasy bardzo popularne. Z jednej strony jest na to popyt, bo poradniki to jedne z najchętniej kupowanych książek. Z drugiej: chcielibyśmy być postrzegani jako eksperci. Ale czy to naprawdę najlepszy sposób?

Trochę w to wątpię. Znam kilka osób uwielbiających udzielać rad i szczerze mówiąc, to właśnie te, które najbardziej działają mi na nerwy. Lubię słuchać, co inni mają do powiedzenia na dany temat, ale nienawidzę słuchać porad. Szczególnie wtedy, gdy ktoś kompletnie nie ma rozeznania w mojej sytuacji. Nie tylko mi to nie pomaga, ale też blokuje przed dalszym rozwijaniem tematu.

Co innego książki, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Po pierwsze, z własnej, nieprzymuszonej woli po nie sięgamy. Po drugie, autor nam się nie naprzykrza, tylko mówi to, co wie na dany temat i co według niego działa najsukteczniej (właśnie - kto zwraca uwagę na element subiektywny w takich opracowaniach?). A przynajmniej chcę wierzyć w to, że robi to właśnie z poczucia sensu, nie z chęci sprzedania się, nie patrząc na jakość informacji. Po trzecie, wydanie przez kogoś książki wciąż wiąże się z jakimś prestiżem, a w naszym kraju dzięki temu niemal automatycznie ktoś taki staje się autorytetem w danej dziedzinie. Tymczasem zapominamy, że to, że coś zostało wydane, nie znaczy, że to coś jest dobre.

Ja sama lubię czytać książki praktyków, zestawiać wiedzę akademicką z ich punktem widzenia, testować to w moim życiu. Ostatnio w ten sposób przyswajam wiedzę potrzebną w moim zawodzie (i pracy). Ale na koncie mam mnóstwo poradników z różnych innych dziedzin, w tym naprawdę dużo z szeroko rozumianego rozwoju osobistego i tematów pokrewnych (a propos: wczoraj dostałam w prezencie fajnie zapowiadającą się książkę pt. "Jak zaoszczędzić godzinę dziennie". Znajomi dobrze wiedzą, jakich narzędzi w tej chwili najbardziej potrzebuję... ;). Po latach mogę stwierdzić jedno: tak, dużo mi to dało, ale wiele z nich było stratą czasu. I pieniędzy.

Obecnie staram się sięgać głównie po znane mi nazwiska, ale to wciąż nie jest gwarancją, że dowiem się czegoś dobrego. Autorytety też się mogą mylić, a rozgłos nie zawsze idzie w parze z wartością merytoryczną. I nie mam problemu, żeby rzucić coś, co jest słabe. Na szczęście coraz rzadziej wybieram takie pozycje. Co ciekawe, najlepsze książki praktyków, jakie kiedykolwiek przeczytałam, nie miały tej irytującej formy "zrób to i tamto".

Żyjemy w czasie, kiedy każdy uważa, że na czymś się zna, a w dodatku każdy jest trochę"specjalistą" od rozwoju, dlatego tak łatwo trafić na informacje niskiej jakości. Spójrzcie na blogi - ile z nich chociaż częściowo nie traktuje o rozwoju osobistym? Ja znam niewiele i sama przecież nie jestem wyjątkiem, ciągle zahaczam o takie tematy. W końcu są nieodłączną częścią współczesnego, spełnionego życia. Jeszcze więcej autorów blogów nie ma oporów przed udzielaniem przeróżnych porad. A te mają to do siebie, że nie w każdych okolicznościach się sprawdzają.

Na blogi wchodzę po to, żeby poczytać o czyichś przemyśleniach, historiach i opiniach - nawet jeśli dotyczą właśnie rozwoju osobistego. Nie czytam ich po to, żeby karmić się dobrymi radami nieznanej mi osoby, która wie, co mnie uszczęśliwi. Kiedy widzę teksty pisane w drugiej osobie liczby pojedynczej, najlepiej jeszcze w trybie rozkazującym, mam ochotę uciekać. Ale odnoszę wrażenie, że wśród innych czytelników jest to bardzo mile widziane. Znam kilka dobrych tekstów napisanych w ten sposób, ale to wyjątki. Większość taka nie jest.

Jestem zdania, że niektóre "mądrości" i źle zrozumiane rady, wprowadzone w życie, mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Dlatego daleka jestem od udzielania jakichkolwiek porad na blogu. Nie uważam, że czytelnicy są mało inteligentni, ale kwestia interpretacji jest tak indywidualna, że mogę mieć pewność, że kiedyś-gdzieś znajdzie się jakaś osoba, która zrobi coś po swojemu, czym narobi sobie krzywdy. Nadinterpretacje porad dotyczących odchudzania i zdrowego trybu życia to przykład najlepiej ilustrujący to, o czym dziś piszę.
Muszę jeść częściej, a mniej. W związku z tym podzieliłam 3 duże posiłki na 36 małych.

6 komentarzy :

  1. Średnio przepadam za poradnikami, chyba, że szukam jak coś konkretnie zrobić. Obecnie wprost modne jest pisanie o samorozwoju, każdy chce przekazywać swoje mądre rady jak stać się super człowiekiem. Często można trafić na coś godnego wypróbowania, ale przecież nie wszystko co było np. dla blogera dobre, to sprawdzi się i u nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Opowieści - owszem, ale bez wmawiania sobie i innym, że znamy drogę, która ma szansę sprawdzić się w każdym przypadku. ;)

      Usuń
  2. Jakiś czas temu, kiedy na półkach w księgarniach zaczęło się pojawiać coraz więcej książek typu: jak stać się pewną siebie osobą, jak sie zmotywować do działania, jak osiągnąc w życiu sukces...itd. Postawiłam sobie jedno pytanie: jak wcześniej żyli ludzie? Bo jasno wynika, że nikt nie lubił swojej pracy, wszystko robiliśmy na ostatno moment, cierpieliśmy na brak wiary w siebie i w ogóle nasze życie było bardzo przeciętne... Dziwne, prawda? Jak bardzo współcześnie WSZYSCY potrzebujemy pomocy, aby być z życia zadowolonym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś były trochę inne czasy, system ograniczał możliwość działania. I sama widzę po starszym pokoleniu, że np. często nie rozumie, jak ktoś może narzekać, że nie lubi swojej pracy. :)

      Myślę, że w tak złożonej rzeczywistości, z jaką mamy do czynienia w tej chwili, poszukiwanie skutecznych sposobów działania jest naturalną koleją rzeczy.

      Ja po prostu nie lubię, jak ktoś mi mówi, co powinnam zrobić. Wolę myśleć, że sama coś wywnioskowałam i może stąd ta moja niechęć do porad. :) A być może inni mają właśnie zupełnie odwrotnie.

      Usuń
  3. Zajebisty wpis, napisałem coś nie coś o tym kiedyś u siebie. NIe lubię zostawiać linków w komentarzach, ale tutaj to wydaje się wręcz wskazane. Pozdrawiam serdecznie i cieplutko :-) Oto link :-)
    http://il--libro.blogspot.com/2013/06/poradniki-psychologiczne-i-ksiazki.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potraktuję to jak rozwinięcie komentarza.... :D Dobre spostrzeżenia.

      Dziękuję. Mam świadomość, że nie wszystkim się ten tekst będzie podobał. :)

      Usuń