25 stycznia 2014

Najlepsze antidotum na stres



Choćbym nie wiem, jak się starała, przychodzą takie szalone okresy w roku, że praktycznie cały mój czas muszę podporządkować jednej, góra dwóm sferom życia. Tak właśnie było w ostatnich tygodniach. Świadomość tego, że gdzieś tam poza nimi znajdują się pozostałe obszary życia, które zostają zaniedbane, zazwyczaj wywołuje u mnie stres. Fakt, że poza tym mam miliard pomysłów na siebie, wcale mi nie pomaga. W tym roku mam jeszcze więcej obowiązków niż dotychczas, ale o dziwo nie czuję się tak spięta, jak zawsze. Uodporniłam się? Nie wydaje mi się. Za to mam kilka przetestowanych rozwiązań, które działają jak niezłe znieczulenie.


Ruch


Płytszy oddech, podwyższone tętno, napięcie w mięśniach, zaciśnięte zęby. Znacie to? Nawet jeśli nie, gwarantuję, że kiedyś doświadczycie tego na własnej skórze. Jak sobie z tym radzić? Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to aktywność fizyczna. Bo ta nie tylko działa zbawiennie na ciało, ale też daje umysłowi chwilę wytchnienia. Ćwiczenia to po prostu mentalna regeneracja. Najlepsza, jaką poza snem można zapewnić swojemu mózgowi. Nie od dziś wiadomo, że ćwiczenia uwalniają serotoninę, czy endorfiny, dzięki czemu jesteśmy szczęśliwsi. Dzięki nim łatwiej też przychodzi nam kontrolowanie emocji i jesteśmy bardziej skoncentrowani, bo dodatkowo dzięki nim angażowane są obszary mózgu, które są odpowiedzialne za planowanie, organizację i racjonalne myślenie*. Jeszcze trzeba kogoś przekonywać?



Zmiana środowiska


Mam taki mały rytuał. Kiedy nadchodzi taki okres w roku, kiedy wiem, że będzie ciężko, co jakiś czas wygospodaruję sobie czas na wyjście do kawiarni. To jedna z czynności, które sprawiają mi ogromną przyjemność, bo nie tylko darzę kawę wielkim uczuciem, ale też mam ogromną słabość do takich miejsc - szczególnie kilku olsztyńskich. I o ile nie powiedziałabym, że picie kawy jest najlepszym pomysłem w walce ze stresem, o tyle wyjście do miejsca, które kojarzy mi się z relaksem i jest po prostu zupełnie inne niż pokój, w którym bez przerwy pracuję lub się uczę, sprawia, że czuję się o wiele lepiej.

Bo tu przecież nie chodzi o jakieś tam picie kawy, a o całość doświadczenia. Moja ulubiona łagodna muzyka, wygoda i ludzie, z którymi można wszystko omówić. Lubię też chodzić do kawiarni sama. Nic mnie nie rozprasza i mam wtedy chwilę, żeby coś przemyśleć albo planować z kalendarzem w ręku. Takie właśnie samotne wyjścia też bardzo sobie cenię.

Muszę jednak przyznać, że radość napędza bardziej niż kawa, więc czas na...

Najbardziej rozczulający sposób


Tak się składa, że jakiś czas temu zauważyłam, że przebywanie z moim psiakiem działa na mnie niesamowicie uspokajająco, a poza tym naprawdę bardzo mnie uszczęśliwia. Stevie'go nie da się nie lubić (wiadomo - jest przecież lokalnym celebrytą), a ja zakochałam się w nim bez pamięci, o czym doskonale wie każdy, kto ze mną od czasu do czasu przebywa.

Zwierzaki, poza tym, że obdarzają człowieka bezwarunkową miłością, uczą czegoś bardzo, bardzo cennego: uważności, bycia tu i teraz. Nie ma szans, żebym wytłumaczyła Stefanowi, że jeśli czegoś nie zrobię, jutro zawali się świat. I że mam milion takich palących problemów na wczoraj. Dla niego to przerażające jutro po prostu nie istnieje. A więc rzucam mu tą piłeczką. A potem misiem. A później gumową świnką. Tylko jakieś 10 000 razy. Chociaż czasami mówię mu, że jest małym natrętem, tak naprawdę mam z tego niezły ubaw. Szczególnie, kiedy Stevie z zabawką w zębach próbuje usiąść na mojej głowie.

Dlaczego zwierzaki to antidotum na stres? Prawdopodobnie za sprawą oksytocyny, czyli hormonu popularnie zwanego hormonem więzi czy hormonem przytulania.

Ale o co chodzi z tą oksytocyną?


W temacie radzenia sobie ze stresem polecam wystąpienie Kelly McGonigal, która rozwija właśnie temat oksytocyny.


W jej prezentacji najbardziej poruszyło mnie zupełnie nieznane mi dotąd spojrzenie na ten hormon. Temat ten nie jest mi obcy. Od dawna wiedziałam, że oksytocyna np. niweluje działanie kortyzolu (hormonu stresu). Od samego początku jednak byłam przekonana, że wydzielanie oksytocyny jest stymulowane przez takie aktywności, jak rozmowy z ludźmi, przytulanie czy seks. Kelly McGonigal oznajmia, że jest odwrotnie, że wydzielanie oksytocyny to... część biologicznej reakcji na stres! Więc jest to przyczyna tego, że chcemy być z innymi, a nie skutek. O ile naprawdę tak jest, znaczy to, że dzięki stresowi jesteśmy bardziej "społeczni", a więc nie taki stres straszny, jak go malują.

W każdym razie... jeśli nie wiecie, o czym mówię, ani dlaczego to może okazać się Wam przydatne, koniecznie obejrzyjcie ten film.

Znacie inne, lepsze działania, które pomagają Wam radzić sobie ze stresem?

* Więcej takich informacji znajdziecie w książce, która kilka lat temu dosłownie mnie oczarowała, do której często wracam i z której wyniosłam dużo praktycznej wiedzy, bardzo ułatwiającej koordynowanie pracy zespołu (a właściwie przede wszystkim kierowanie sobą). Książka ta to: Inteligencja emocjonalna 2.0Travis Bradberry i Jean Greaves, Wydawnictwo Helion (Sensus.pl), Gliwice 2011.

8 komentarzy :

  1. Stres to niestety mój odwieczny kompan. Co pomaga? Chyba najbardziej słowa, moje własne słowa, że nie mam na wiele rzeczy wpływu, lub też czasu nie cofne. Czasem odcięcie na chwilę, muzyka czy melisa. A zwierzaka nie mam.... jeszcze :P
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydawałoby się, że w okresie sesji stres stanie się moim przyjacielem. Jednak on, wyjątkowo grzecznie, nie pojawił się. Z czego to wynika? Z tego, że uczę się na tyle, by nie mieć względem siebie wyrzutów sumienia. Jeżeli jednak stres się pojawia, to pytam się: dlaczego? A kiedy już znam odpowiedź to i wiem jak sobie z nim radzić. Jak na razie wszystko się sprawdza. Do tego porządna dawka ruchu dla równowagi ;-) I wiem, że mogę wszystko!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawe podejście do stresu w kontekście hormonów :) Tak poza tym lekki stres może sprawiać, że będziemy działali bardziej efektywnie - oczywiście jeżeli nie jest ciągły i silny. W takich wypadkach rzeczywiście najlepiej jest się go pozbyć. Na mnie bardzo dobrze działają w takiej sytuacji spacery - sam ruch jest dobroczynny, ale pomaga mi również fakt, że mogę być sama w kontakcie z przyrodą.
    Sevie jest przeuroczy :) Nie dziwię się, że nie możesz mu się oprzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja też do złagodzenia stresu stosuję mojego pieska :D świetnie się sprawdza taka mała dogoterapia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam właśnie na Instagramie! Pocieszny! :)

      Usuń
  5. wielka szkoda, że mam słabiutki Internet i nie mogę obejrzeć filmiku, ale zapiszę sobie go i w najbliższym czasie obejrzę:)
    oj tak.. sport.. zwierzęta.. spacer.. poobserwowanie natury czy wypad z przyjaciółmi to coś co niweluje mój stres. bo fajnie jak jest go troszkę, bo nakręca nas do działania, ale lepiej żeby nie urósł do rozmiarów potwora przez którego nie możemy spać w nocy, ani funkcjonować normalnie w dzień:)
    pozdrawiam serdecznie! i bardzo się cieszę, że za pośrednictwem niepiśmiennej tutaj trafiłam:)

    OdpowiedzUsuń