3 lutego 2014

Za dwa miesiące wiosna. Co robisz?


Kiedy przychodzi luty, zaczynam myśleć o wiośnie. Co roku. Może to dziwne, jednak zimą (uwaga, to będzie dopiero zaskoczenie!) jest mi po prostu zimno, a przez to niekomfortowo. I żadne tłumaczenia w stylu wszystko zależy od nastawienia (czy kultowy już tekst z "takim klimatem" w roli głównej) nie sprawiają, że jest mi lepiej. Za to myślenie o wiośnie na początku lutego - tak!

Chociaż czasami takie oczekiwanie może frustrować, szczególnie kiedy zima się przedłuża, ma to swoje dobre strony. Lubię ten czas oczekiwania i myślenia sobie, że ta zima kiedyś musi minąć. Cieplejsza połowa roku to zdecydowanie mój czas i już w marcu czuję się po prostu szczęśliwsza. Wtedy jakoś tak naturalnie przychodzi mi chęć celebrowania chwil. A poza tym odpowiednio wcześnie potrafię wziąć się w garść i w pełnej gotowości czekać na cieplejsze miesiące. Bo przecież wiosna to nowa energia, to elastyczność i lekkość. A co za tym idzie: zmiany. Dobra, nie mam ochoty na rewolucję w swoim życiu, większego tempa bym już chyba nie zniosła. :) Ale jest kilka zmian, które obowiązkowo chcę wprowadzić w najbliższym czasie. Jakie?

  • Wrócić do nawyku regularnego picia wody. Zawsze piłam jej dużo i właściwie nie wiem, jak to się stało, że przez ostatnie dwa miesiące utrzymywałam się przy życiu dzięki kawie i dużej ilości herbaty. Skutek? Przemęczenie i to, że coraz trudniej utrzymać mi skórę nawilżoną. Prawie bez przerwy pracuję umysłowo, więc mój mózg będzie mi za tę malutką zmianę baaardzo wdzięczny. Od jakiegoś czasu coraz wyraźniej zauważam związki między sferą umysłu i ciała (i emocjami, i pozostałymi) i czas najwyższy zadbać o obie.

  • Więcej ruchu. Podobnie jak wyżej, w ostatnich tygodniach udawało mi się tylko robić długie spacery (i to nie dziwne, bo często nie miałam nawet czasu, żeby zjeść i jako tako się wyspać). A przy tak intensywnej pracy, większa dawka ruchu mogłaby sprawić, że wszystko byłoby łatwiejsze. Byłam tak przemęczona, że w ostatnich dniach samo myślenie dosłownie sprawiało mi fizyczny ból. Jednak już po krzyku, na razie mam względny spokój i nareszcie mam czas na ruszenie tyłka sprzed monitora. Wczoraj zaczęłam i nawet nie wiecie, jak cudownie po takiej przerwie jest poczuć, że ma się jeszcze jakieś mięśnie. ;) Kiedy śnieg stopnieje zamierzam też wrócić do biegania, chociaż raz w tygodniu (chciałabym częściej, ale nie łudzę się, że będę aż tak zorganizowana, żeby znaleźć na to czas). Wymówki-srymówki, w zimie nikt mnie do tego nie zmusi.

  • Więcej owoców i warzyw. I przede wszystkim większa różnorodność. Warzywa lubię i staram się ładować je na talerz - ile tylko wlezie. Z tym punktem nie będzie problemu, bo już od wczesnej wiosny poluję na wszelkie możliwe sezonowe nowości. Zimowe klasyki już trochę mi się przejadły, a przecież to właśnie dzięki sezonowym warzywom i owocom, jedzenie jest takie fajne. Przyprawy są dopiero na drugim miejscu. Nie śmiejcie się, tak jest!

  • Wysypiać się. Obawiam się, że to będzie najtrudniejszy do wykonania punkt. Ale jest przecież bardzo ważny. Wstawanie o godzinie, o której 95% społeczeństwa jeszcze śpi, przychodzi mi coraz trudniej, więc nie mam dużego wyboru.

    • Wiosna to też wielkie porządki. U mnie w tej kwestii priorytetem będzie doczytanie, a następnie sprzedanie/oddanie chociaż kilku książek. W końcu przyznałam przed sobą, że nie jestem w stanie do wszystkich wracać, a tylko takie chcę trzymać na swoich półkach. Nowa przestrzeń w domu jest mi bardzo potrzebna. Jeśli wyrazicie taką chęć, mogłabym nawet za jakiś czas niektóre z nich oddać Wam.

    • Ostatnie: robić więcej zdjęć. W praktyce oznacza to robienie jakichkolwiek zdjęć. Serio. Jakiś czas temu zauważyłam, że dawno już przestałam uwieczniać na fotografiach swoje życie i zrobiło mi się z tego powodu smutno. Traktuję to trochę jak zabieg wprowadzenia nowych kolorów do codzienności i trening uważności.

    Jak widać nie są to wielkie zmiany, ani nieosiągalne cele. Chodzi mi przede wszystkim o regenerację i utrzymywanie energii na wysokim poziomie, bo przy tych wszystkich wyzwaniach, jakie mnie jeszcze czekają, bardzo tego potrzebuję. Tegoroczna wiosna oznacza dla mnie też ostatnie miesiące studiowania, dlatego nie chciałabym w pędzie ich gdzieś zgubić.

    A Wy? Przygotowujecie się jakoś do wiosny? Czy uważacie, że to dziwne i zbędne?

    9 komentarzy :

    1. Do wszystkich punktów mogłabym się dopisać. Serio!
      O której wstajesz?
      Ja wiosną/latem uwielbiam wstawać o 5, ale w zasadzie tylko wtedy, zimą ciężko mnie ściągnąć z łóżka w to zimno i ciemnicę. Zresztą odkąd mieszkam w Krakowie nie mam po co tak wcześnie się zrywać.
      Ach, chcę już wiosny. Jak nigdy!

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Powinnam około 5, ale ostatnio coraz częściej w okolicach 6 i przez to ledwo się wyrabiam z wyjściem z domu za kwadrans siódma.

        Ciepłe, wiosenne poranki rzeczywiście mają swój urok. :)

        Usuń
    2. Też kocham wiosnę :-) Ale ja takie optymistyczne myślenie zaczynam zazwyczaj w marcu, kiedy wiosnę czuć już w powietrzu. Ja planuję pracę nad sylwetką, ale w moim przypadku to kontynuacja tego, co robię obecnie - w oczekiwaniu na coraz lepsze efekty ;-) Do tego jazda na rowerze i zdjęcia. A po sesji planuję wreszcie jakąś przyjemna lekturę, bo czytanie w kółko wykładów mnie juz nuży ;-) Właściwie to mam podobnie do Ciebie.
      Pozdrawiam!

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Trzymam kciuki, żeby za planami poszły konkretne działania! :)

        Usuń
    3. I dlatego, że Twoje cele nie należą do wielkich zmian, ani do rzeczy, które są nierealne do wykonania, wierzę w to, że Ci się uda :)
      A co do wiosny - tak, jest wspaniała :)

      OdpowiedzUsuń
    4. Też na parę tygodni przed wiosną zaczynam się trochę przestawiać - najbardziej widać to w stopniowych zmianach diety i większej ilości ruchu :) A co do ostatniego punktu, to ja z kolei usłyszałam już od paru osób, że powinnam trochę ograniczyć robienie zdjęć... mówią, że niby jestem "uzależniona od instagrama"... pff, co za brednie ;P

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Mnie się właśnie Twój instagram podoba! ;)

        Usuń
    5. Zimę najchętniej przesypiam. Przejadam. Przeczytuje. Przeinternetuje. Cokolwiek, byleby siedzieć pod kołdrą!

      OdpowiedzUsuń
    6. Jak nadchodzi luty ja zaczynam namiętnie odliczać do marca, bo marzec to już jest WIOSNA :D

      OdpowiedzUsuń