23 lutego 2014

Życie marzeniami wcale nie jest takie proste

Życie marzeniami wcale nie jest takie proste

Chociaż jestem jeszcze w miarę młoda, już z dziesięć lat temu pierwszy raz spotkałam się z tematyką rozwoju osobistego (dobra, może z dziewięć). Z trudem przypominam sobie początki. Wtedy blogów na ten temat nie pisał chyba nikt (blogosfera jako taka tak naprawdę dopiero się tworzyła), były za to jakieś serwisy. Szkolenia były strasznie drogie, o coachingu nikt nie słyszał. Pierwsze rozwojowe e-booki dopiero pojawiały się na polskim rynku (dziś ich jakość pewnie bym wyśmiała), a z racji szczenięcego wieku o kupowaniu własnych drukowanych książek na ten temat jeszcze nawet nie marzyłam. Z resztą... nie bardzo widziałam je na półkach w księgarniach.

Chociaż teraz te realia wydają mi się odległe i śmieszne, doskonale pamiętam, co wtedy tak urzekło mnie w idei rozwoju osobistego. To zdecydowanie była odpowiedzialność. Możliwość kształtowania swojego życia i przekonanie, że to ode mnie zależy najwięcej (tudzież: to, co się najbardziej liczy). To chyba właśnie to sprawiło, że obecnie mam poczucie, że moje życie jest celowe, pełne pasji i coraz bardziej świadome.

I nagle mamy luty 2014. Siedzę przed monitorem i nadziwić się nie mogę, jak to wszystko poszło do przodu. Dziś każdy jest specjalistą od rozwoju, na blogach mnożą się teksty o tym, że trzeba tylko chcieć, bo wszystko zależy od nas i może być tylko pięknie. Wiedza jest dostępna od ręki. W dodatku odnoszę wrażenie, że wszędzie treść wygląda tak samo, te same wyświechtane teksty. Jest też mnóstwo niedomówień i nadinterpretacji. Rzadko trafiam na jakieś unikalne podejście do tego tematu, coś co przykuje moją uwagę. Aż sama mam ochotę uciec od tego. Używane frazy "rozwój osobisty" ze względu na swoją rosnącą popularność zaczyna mnie trochę krępować. A jednak wciąż jest coś, co wydaje mi się istotne i co po prostu muszę sprostować. W każdym razie w najbliższym czasie to ostatni tekst, który zahacza o takie tematy. Za dużo już zostało powiedziane, a ja na blogu chcę iść w trochę innym kierunku, bo wbrew pozorom myślenie o rozwoju osobistym nie wypełnia mi większości życia. ;)

Mam już trochę dosyć takich tekstów i trochę wątpię, że komuś szczególnie pomagają. Tak, od przyjęcia takiego myślenia wszystko się zaczęło i jeśli ktoś dzięki temu coś sobie przemyśli i przyjmie w życiu podobne nastawienie, to warto. Ale czy nie jest tak, że już każdy o tym wielokrotnie słyszał? Może i nie - chociaż mnie trudno w to uwierzyć, bo teraz wszystko to wydaje mi się oczywiste. Z trudem przypominam sobie, że przecież nie zawsze takie było.

Mówienie, że wiele się da, to dopiero początek. Kiedyś (nie tak dawno temu) wrzucałam na swojego facebooka dużo motywujących cytatów. Aż za którymś razem dowcipny kolega poczęstował mnie nieśmiertelnym Feelem: piękne słowa mówią wszystko, lecz nie zmienią nic. Do tej pory chce mi się z tego śmiać (z resztą wywiązało się z tego przekomarzanie na inne dziwne cytaty), ale trudno się z tym nie zgodzić.

Dla mnie prawdziwy rozwój zaczyna się wtedy, kiedy kompletnie o nim zapominasz i zaczynasz żyć własnym życiem. Kiedy przestajesz wciąż czytać książki i teksty motywacyjne, a zaczynasz robić rzeczy, których się boisz. Kiedy przestajesz się zastanawiać nad rzeczami, które i tak musisz zrobić, chociaż są nieprzyjemne. I kiedy w ostateczności sprawia Ci to radość.

To nic odkrywczego stwierdzić, że w którymś momencie trzeba przestać być wiecznym studentem i ruszyć tyłek. Wziąć się za realizację marzeń, bo to one najlepiej napędzają (serio - bardziej niż wszelkie cytaty). Działać zgodnie ze sobą, mimo że znajdą się tacy, którzy albo będą się z tego śmiać, albo w końcu zacznie im to przeszkadzać. Ale kiedy każdego dnia robisz coś, czego nie chce się robić większości społeczeństwa (albo w czym kompletnie nie widzi sensu), trudno oczekiwać jego aprobaty. Na szczęście nie jest aż tak tragicznie. Ale do tego dochodzą przeróżne wymówki, które ma każdy z nas. Ludzie, którzy coś osiągają, po prostu ich nie słuchają.

Cena spełniania marzeń może być niekiedy dość wysoka. Obecnie nie mam za dużo czasu na obijanie się, rzadko odpoczywam i wciąż trochę słabo wychodzi mi perfekcyjne ogarnianie wszystkiego (tak, to autoironia). Kumulacja w postaci pracy, studiów i działalności społecznej to dla mnie naprawdę twardy orzech do zgryzienia. W ostatnich miesiącach doskonale poznałam swoje ograniczenia i w tej chwili - chociaż są jakieś deadline'y - szukam w tym wszystkim umiaru, próbuję wyważyć odpowiednie proporcje. W takich warunkach mówienie "nie" niektórym sprawom przychodzi mi z coraz większą łatwością.

O wielu rzeczach zapominam, trochę nie dosypiam. Nie robię też wielu innych rzeczy - mam nadzieję, że tylko chwilowo. Im bliżej czerwca, tym jakoś mi trudniej, ale cieszę się tym i za nic w świecie nie chciałabym z tego rezygnować. Bo to przecież nie jest celem samo w sobie i nie robię tego wyłącznie dla radości zapierdzielania (chociaż dla niej też). Jest dyskomfort, ale jest też samorealizacja i dużo, dużo pasji. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że może i się nie opłaca spełniać marzeń, ale... warto to robić.

Życie marzeniami wcale nie jest takie proste. Jestem nawet skłonna przyznać, że jeśli marzenia są duże, wysiłek, który należy włożyć w ich spełnienie, będzie jeszcze większy. Ale w ostateczności: co z tego? Nie wyobrażam sobie innego wyboru.

4 komentarze :

  1. Naprawdę duże "wow" dla Ciebie! Bardzo podoba mi się tekst, który napisałaś i podpisałabym się pod nim obiema rękami!
    Jeżeli obecnie wejdziesz do księgarni i przejrzysz dostępne pozycje to zaczniesz się dziwić jak to możliwe, że kiedyś ludzie byli asertywni, osiągali sukcesy, dużo zarabiali, dobrze się uczyli i potrafili zmotywować się do pracy skoro nie mieli dostępu do tylu "dzieł". Bo ja wychodzę z takiego założenia, że jeżeli pojawiają się książki na w/w tematy to jest na nie popyt. A jeżeli jest, to znaczy że czegoś społeczeństwu brak. Więc jak to możliwe, że pół wieku nikt o coachingu i rozwoju osobistym nie słyszał, a świat funkcjonował i miał się dobrze? To chyba pozostanie dla mnie odwieczną zagadką. Niemniej sama interesuję się tematyką rozwoju osobistego, bo nauczył mnie łamać pewne schematy i znaleźć siebie w tym całym bałaganie zwanym życiem ;-) Mam marzenia i powoli zaczynam się na nie otwierać i je realizować, ale jest dokładnie tak jak napisałaś. Życie marzeniami jest trudne, ale nie wyobrażam sobie teraz żebym mogła postąpić inaczej.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozwój osobisty to jest chyba dobry trend, pod warunkiem, że nie zaczyna przypominać jakiejś sekty. Chyba jednak wolę wizję społeczeństwa zainteresowanego właśnie swoim rozwojem i znającego skuteczne metody działania, niż winiącego okoliczności zewnętrzne za swoje nieszczęście. I wiesz co jeszcze? Myślę sobie o szczycie piramidy potrzeb Maslowa i widzę, w jak świetnych czasach żyjemy. ;-)

      Mnie zainteresowanie rozwojem bardzo dużo dało, ale teraz ten temat trochę mi się przejadł i nie podchodzę do niego aż tak poważnie. Nie mam takiej potrzeby. Mimo wszystko sama widzę, że to już zaszyło się we mnie bardzo głęboko i ciężko od tego uciec. Z resztą... nie ma potrzeby nigdzie uciekać, tak jest dobrze.

      Miłego wieczoru! :)

      Usuń
    2. O, właśnie. Rozwiązanie Twojej "odwiecznej zagadki" moim zdaniem jest bardzo proste: kiedyś były inne czasy i o inne rzeczy trzeba było się martwić. Chociaż o rozwoju/sukcesie pisano już w XIX wieku, ludzie nawet jeszcze kilkanaście lat temu mogli po prostu nie wiedzieć, że jest taka możliwość. Z resztą teraz też raczej wszyscy o tym nie wiedzą. ;)

      Kiedyś zapytam kogoś dużo ode mnie starszego o to. Jestem bardzo ciekawa odpowiedzi.

      Usuń
    3. Wiesz, chyba masz rację. Kiedyś były inne priorytety, a teraz ludzie posiadają więcej czasu, to inwestują go w siebie. Wszystko się pozmieniało - również trendy w pracy. Tam również zmieniły się wymagania względem pracowników. Podstawowe potrzeby zostały już zaspokojone - żyjemy w bezpieczniejszych czasach, pełnym dóbr. więc możemy skupić się na sobie - możemy sobie na ten "luksus" pozwolić.
      Dzięki za odpowiedź na "zagadkę" ;-)

      Usuń