30 marca 2014

Aplikacje Wszechogarniacza cz.1: Pocket, Evernote i Wunderlist

Aplikacje Wszechogarniacza

Aplikacje ułatwiające życie to ostatnio mój ulubiony temat. Co dzień w duchu dziękuję ich twórcom i muszę przyznać, że bez tych narzędzi po prostu bym zginęła. Zupełnie poważnie. 

Trudno mi powiedzieć, czy wszyscy moi rówieśnicy na co dzień muszą radzić sobie z tak dużą ilością złożonych zadań. W moim najbliższym otoczeniu jest mnóstwo takich osób, a przy niektórych z nich i tak wypadam bardzo słabo. Ale nawet jeśli Twoja codzienność nie jest aż tak skomplikowana (albo po prostu nie jesteś moim rówieśnikiem i zajmujesz się poważniejszymi sprawami), wśród aplikacji, o których wspomnę, na pewno znajdziesz coś dla siebie. A dziś wśród nich dwie do szeroko rozumianego zapamiętywania i jedna do zarządzania zadaniami i projektami - to chyba atrakcyjny układ, prawda?


Z przyjemnością przedstawiam Wam trzech bohaterów dzisiejszego odcinka:

Pocket



Internet to studnia bez dna i chyba każdy z nas ma do czynienia z podobnym problemem: jest tak mało czasu, a tak dużo świetnych linków do ogarnięcia. Dodatkowo paradoksem jest to, że mają one tendencję do pączkowania w najmniej odpowiednich momentach. A przecież branżunia sama się nie ogarnie, w Internecie jest więcej niż tysiąc genialnych przepisów na potrawy ze szpinakiem i dżiliardy innych inspirujących stron, które na pewno zmienią Twoje życie, a które pojawiają się dokładnie w chwili, kiedy nie możesz się nimi zająć...

Na szczęście jest Pocket, który to doskonale rozumie i przy niewielkim wysiłku (lub przy trochę większym - jeśli w celach organizacyjnych masz ochotę otagować swoje znaleziska) pozwoli Ci schować je do swojej wirtualnej kieszonki (worka/portfela/torebki/czarnej dziury) i zajrzeć do nich później. Gdybym miała kiedyś opowiadać ludziom o przykładach produktów/usług, o których można powiedzieć, że są idealnie dostrojone do potrzeb rynku, w pierwszej kolejności wspomnę właśnie o Pocket. Bo Pocket perfekcyjnie rozwiązuje drobny, ale uciążliwy problem, który dotyczy nas w coraz większym stopniu. Wielbię go, bo naprawdę upraszcza mi życie. Nie dość, że żaden wartościowy artykuł mi już nie ginie, to jeszcze mam do nich dostęp offline, np. podczas jazdy autobusem (btw: kiedyś napiszę Wam artykuł o tym, jak dużo produktywnych rzeczy można robić w środkach komunikacji miejskiej:).

Pocket jest prawie idealny. Ma tylko jedną wadę: utrwala nawyk odkładania wszystkiego na później. Mimo wszystko wolę nazywać to "zarządzaniem priorytetami". ;)

Evernote


Evernote to taki fajny notatnik, który synchronizuje się na wszystkich urządzeniach, na których zechcesz go używać. Nie korzystam z niego zbyt często, bo część funkcji, które posiada, jest mi niepotrzebna (do niektórych nadaje się Pocket, Any.do lub inne aplikacje do tworzenia list zadań). Dla mnie jest niezawodny, jeśli chodzi o robienie spontanicznych notatek podczas spotkań z ludźmi, wykładów czy... zgadza się, podczas jazdy autobusem. Po Evernote sięgam również wtedy, gdy w najmniej oczekiwanym momencie zapragnę napisać fragment tekstu na bloga lub kiedy chcę sobie skopiować np. jakiś wartościowy wpis z facebooka czy fragment ciekawego artykułu znalezionego w Internecie. Ponadto w wersji mobilnej warto korzystać z funkcji skanera - przy pisaniu pracy magisterskiej jest naprawdę bardzo przydatna. I pozwala zaoszczędzić na kserówkach. :)

Warto wspomnieć, że na stronie Evernote znajdziemy inne aplikacje, które pomogą nam zorganizować różne sfery życia.

Wunderlist



Jak wielu, swoją przygodę z menedżerami zadań zaczęłam od Any.do. Chociaż aplikacja ta wygląda fajnie i działa bez zarzutów, już po jakichś dziesięciu minutach używania wiedziałam, że nie jest skierowana do mnie. Jeśli Twoja lista "to do" zazwyczaj ogranicza się do kilku pozycji, Any.do może okazać się strzałem w dziesiątkę. Moje plany jednak zazwyczaj bardziej przypominają strategię zdobycia wszechświata niż zwykłe listy rzeczy do zrobienia. ;) Ostatnio RAM w mojej głowie jest wykorzystywany do tego stopnia, że potrzebuję trochę bardziej zaawansowanych narzędzi, żeby w miarę efektywnie funkcjonować. Całkiem atrakcyjnym rozwiązaniem okazał się Wunderlist.

Wunderlist pozwala nam nie tylko wpisywać kolejne zadania, ale też tworzyć oddzielne listy, nadawać zadaniom priorytety, dodawać podzadania i notatki. Można do nich załączać pliki czy pisać komentarze. Bez problemu przypiszemy zadaniom konkretne daty, a nawet ustawimy przypomnienia. I wszystko to w wersji darmowej. Szczerze mówiąc, ze wszystkich aplikacji jakie znam, to właśnie Wunderlist w wersji darmowej ma najwięcej bajerów. Poza tym jest chyba najładniejszym menedżerem zadań, jaki widziałam. Pozwala nawet wybrać sobie tło (domyślnie są to jakieś deski).

Wunderlist jednak - poza nazwą:) - ma jeszcze dwie inne wady. Po pierwsze, jak na aplikację "żre" całkiem dużo pamięci. A po drugie (i chyba najważniejsze) ma problemy z synchronizacją. O ile w wersji na Windows wszystko działa bez zarzutów (i przez kilka tygodni świetnie mi się z niej korzystało), wersja webowa (od której zaczęłam) sprawia, że dosłownie ma się ochotę wyrzucić laptopa przez okno. Z kolei ginące zadania w telefonie bezdyskusyjnie nie wróżą nic dobrego. Dlatego właśnie niedawno rozstałam się z Wunderlist i wymieniłam ją na inną aplikację, która nie ma tych wad i która okazała się tak dobra, że poświęcę jej oddzielny wpis. Mimo wszystko Wunderlist trzyma poziom i warto się nim zainteresować.

Edit 13.09.2014: Niedawno pojawiła się nowa wersja Wunderlist z synchronizacją w czasie rzeczywistym i kilkoma innymi ciekawymi zmianami, dlatego duża część mojego tekstu prawdopodobnie jest już nieaktualna. Z tego względu tym bardziej warto się nim zainteresować. :)

9 komentarzy :

  1. Uwielbiam aplikacje ułatwiające życie :) Ze wszystkich korzystam ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam wolę notatki papierowo-ołówkowe. Zanim zrozumiałabym zasady działania takich 'egzotycznych', zapomniałabym, co chciałam zapisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mówiłam jeszcze bardzo niedawno (ludzie z którymi pracuję pewnie chętnie to potwierdzą :D). A później okazało się, że te aplikacje naprawdę łatwo ogarnąć i wiele rzeczy bardzo ułatwiają. Przede wszystkim pozwalają łatwo ustalać kolejność i terminy. Nic mi nie ginie - czego nie mogę powiedzieć o kartkach. ;) I przede wszystkim teraz czarno na białym widzę, jak dużo już zrobiłam - wcześniej tylko martwiłam się tym, jak dużo rzeczy jest jeszcze do ogarnięcia. :)

      Jednak wciąż lepiej mi się myśli/tworzy z papierowym notesem i długopisem w ręku - tu rzeczywiście są bezkonkurencyjne. :)

      Usuń
  3. Bardzo lubię Pocket. Zanim go odkryłam miałam milion zakładek, do których i tak nie zaglądałam, bo od samego patrzenia na ten bajzel mi się odechciewało -_- Nie potrafię się za to przekonać do Evernote. Niby ma kilka fajnych funkcji i trzymam go i w telefonie i na komputerze, bo "może kiedyś się przyda", ale kiedy przychodzi co do czego, i tak zawsze go olewam i sięgam po inne aplikacje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inne, czyli jakie? :) Jest tak jak napisałaś - Evernote ma kilka fajnych funkcji, ale ja też nie byłabym skłonna z tego powodu zrezygnować z korzystania np. z One Note, który był świetnym towarzyszem w czasie całych moich studiów. :) Mimo wszystko zaczęłam z niego korzystać ze względu na tych kilka funkcji.

      Usuń
  4. Nie mam żadnej z aplikacji - jakoś wolę mieć wszystko w kalendarzu, albo w zeszycie, który raz, że służy mi za podkładkę pod myszkę, to dwa - zapisuję w nim wszystko co mi przyjdzie do głowy i co musi być zapisane, aby z niej nie wylecieć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Papierowe kalendarze wciąż nie tracą na użyteczności, mnie też wygodniej pracuje się z klasycznym kalendarzem - w końcu lubię samą czynność pisania.

      A jak wygląda u Ciebie sytuacja z przeglądaniem, wdrażaniem w życie i aktualizowaniem planów z takiego zeszytu? Dla mnie w tym miejscu zaczynają się schody. Tę lukę wypełniają mi właśnie menedżery zadań. ;)

      Usuń
  5. Podoba mi się humorystyczny styl, który tutaj zastosowałaś. Uśmiechnęłam się parę razy, a w szczególności czytając o "strategi zdobycia świata" - bardzo dobre porównanie. Ja od jakiegoś tygodnia powinnam żyć w dwóch wersjach mnie jednocześnie (jak znajdziesz aplikację klonującą, to chcę wiedzieć o niej jako pierwsza ;) ). A tak na poważnie to myślę, że z Pocket się zaprzyjaźnię i to tak na poważnie. Obecnie wszystkie strony tego typu zapisuje w ulubionych i w efekcie szybko tworzy mi się tam "śmietnik", nie wspominając o tym, że trudno w tym "śmietniku" cokolwiek znaleźć, chociaż wiem, że "to" tam jest. Evernote raczej mi się nie przyda. A co do Wunderlist, próbowałam już kiedyś takich elektronicznych organizerów i ... nie umiem się do nich przekonać. Mimo wszystko pozostaje wierna terminarzowi w wersji papierowej - zawsze mam go pod ręką, a laptopa nie, więc może to dlatego.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do klonowania ciągle nie znalazłam! To samo się tyczy teleportowania. Trzeba sobie radzić z tym, co jest... :)

      Usuń