5 maja 2014

Czego nauczyłam się z trzech najlepszych książek na temat zarządzania sobą w czasie



Najlepsza książka to taka, po której czujesz, że coś w Tobie pękło. Na pewne sprawy patrzysz już zupełnie inaczej i zastanawiasz się, jak można było przez tyle czasu ich nie zauważać. Najlepsza książka to też ta, której przeczytanie obliguje Cię do myślenia, do działania... do życia inaczej niż dotychczas. Najlepsza książka siedzi w Tobie na tyle głęboko, że po upływie lat wiedza dzięki niej zdobyta pomaga Ci zdobyć konkretne umiejętności, z których z czasem przestajesz sobie zdawać sprawę i które pozwalają żyć lepiej nie tylko Tobie. Po tym właśnie poznaje się najlepsze książki (autor: nie Paulo Coelho, ja).

Ktoś mądry słusznie zauważył, że książki są jak lustra. Czytając je, trochę się w nich przeglądamy. Nieświadomie je filtrujemy, wyciągamy z nich to, co akurat jest dla nas istotne. A ponieważ wszyscy się różnimy, odbieramy je zupełnie inaczej. Książki to zawsze świetny temat, którego poruszanie często kończy się wręcz zaskakująco. I tak na przykład krótkie opowiadanie, które Wy sami uważacie za nieco infantylne, może okazać się tym, które dosłownie zmieniło życie prezesa znanej, dużej spółki. To zawsze daje do myślenia.

Jak pewnie zdążyliście zauważyć, próbuję godzić ze sobą wiele aktywności, więc na co dzień kładę duży nacisk na dobre wykorzystywanie mojego czasu. Czytanie książek na ten temat może być bardzo wzbogacającym doświadczeniem i całkiem dobrą inwestycją. A już na pewno nie jest paradoksalnym marnowaniem czasu, jak zwykli twierdzić sceptycy. No, chyba, że nie robimy już nic poza tym.

Moje najlepsze trzy książki związane z tematyką zarządzania sobą w czasie są takie, bo trochę różnią się od tego, co jest w tym temacie najpopularniejsze (chociaż przyznam, że np. to, czego nauczał S. Covey również ma się dobrze i bardzo się z tego cieszę). Nie znajdziecie w nich samych banałów o tym, dlaczego warto planować i wyznaczać sobie określone cele, że trzeba unikać rozpraszaczy, robić jedną rzecz w danej chwili oraz porad jak robić to wszystko w jak najkrótszym czasie. To są oczywiście istotne kwestie, ale moim zdaniem wcale nie najważniejsze.

Zarządzanie sobą w czasie wykracza daleko poza narzędzia i techniki, które można zastosować od zaraz. Poniższe trzy książki nie tylko podrzucają konkretne rozwiązania palących problemów, ale sięgają o wiele głębiej: do mechanizmów działania ludzkiej psychiki, do relacji międzyludzkich, a ostatecznie też do projektowania wymarzonego i szczęśliwego życia. Dziś pokażę Wam to, co mnie w nich zainspirowało do zmiany niektórych moich zachowań.


Najpierw rzeczy najważniejsze, Stephen R. Covey, A. Roger Merrill, Rebecca R. Merrill


O tej książce wspominałam już gdzieś na początku pisania tego bloga. Jest wyjątkowa dlatego, że w całej tej walce o dobrze wykorzystane minuty to właśnie ta lektura nauczyła mnie patrzeć na życie całościowo. I to nie tylko na moje własne życie. Covey - tak jak w swoich pozostałych książkach - kładzie w niej duży nacisk na świadomy dobór priorytetów, na nasze role w życiu innych ludzi i odpowiedzialność. Dla mnie kamieniem milowym okazało się dość trywialne stwierdzenie, że od robienia rzeczy właściwie ważniejsze jest... robienie rzeczy właściwych. To dzięki niej nauczyłam się budować zaufanie i działać tak, żeby zawsze mieć do siebie szacunek, a nie tylko uparcie próbować robić wszystko na czas.

Jej lektura zainspirowała mnie też do sprawdzania w życiu osobistym tego, czego uczę się w biznesie.


168-godzinny tydzień, Kevin Hogan


Ta książka, chociaż zawiera System Planowania Czasu, z którego nigdy nie skorzystałam, i tak od góry do dołu jest przeze mnie pokreślona. Trafiłam na nią w idealnym momencie i szczerze mówiąc, nie spotkałam drugiej takiej pozycji książkowej na ten temat, która by tak bezpośrednio (żeby nie powiedzieć: bezczelnie!) uderzała w przyczyny tego, że zarządzanie sobą w czasie nam nie wychodzi. Jest w niej dużo o marzeniach, o przyczynach odkładania ich na później, o samoocenie i emocjach. Jeśli z książki można nauczyć się wytrwałości, to to jest właśnie ta książka! To właśnie dzięki niej kładę nacisk na kończenie zadań, oczekuję dyskomfortu i zmuszam się do działania pomimo tego, że często mi on towarzyszy.

Pozycja ta uświadomiła mi też, że jako ludzie czasami jesteśmy mistrzami autosabotażu i jesteśmy w stanie robić dosłownie wszystko, żeby czuć się dobrze, ale byle to wciąż nie było to, czego zrobienie jest dla nas kluczowe. Po tej lekturze z ogromną rezerwą podchodzę do tekstów w stylu: "jeśli coś nie sprawia Ci przyjemności, to znaczy, że to nie to". Jeśli chodzi o naprawdę ważne dla nas rzeczy, okazuje się, że to jednak nie jest takie proste.

Getting Things Done, David Allen


Tę książkę skończyłam czytać niedawno i choć większość rozwiązań w niej zaproponowanych wykorzystywałam intuicyjnie, metodologia GTD otworzyła mi oczy na kilka istotnych kwestii - w tym na przyczyny tego, że w ostatnich tygodniach byłam (nazwijmy to po imieniu!) sfrustrowana.

To, co chcę z tej lektury zapamiętać, to przede wszystkim: konieczność określania najbliższego działania do wykonania w odniesieniu do wszystkich projektów (a nie jak dotychczas tylko do wybranych) oraz zasadę dwóch minut, którą co prawda znałam, ale zbyt rzadko stosowałam (jeśli coś można zrobić w bardzo krótkim czasie, należy zrobić to natychmiast).

Książka ta wyróżnia się jeszcze jedną rzeczą. Poza narzędziami, które pomogą nam żyć efektywniej, jej autor delikatnie sugeruje, że m.in. być może mamy zbyt wiele zobowiązań, których nie jesteśmy w stanie wypełnić i w związku z tym wypadałoby po prostu trochę obniżyć swoje standardy. Może nie trudno na to wpaść, ale nawet nie wiecie, jaka to ulga, kiedy robi to ktoś, kto - wydawałoby się - naucza czegoś zupełnie odwrotnego.

Nie mam wątpliwości, że to metodologia przeznaczona przede wszystkim dla ludzi biznesu i osób, które mają naprawdę dużo na głowie i z tego powodu nie wszystkim będzie się podobać. Z resztą czasy trochę się zmieniły i większość zaproponowanych w niej narzędzi jestem w stanie zastąpić swoim jednym, dobrym menedżerem zadań. :) Jak dla mnie to świetne uzupełnienie pierwszej wspomnianej dziś przeze mnie książki. A to dlatego, że David Allen, wciąż uwzględniając tę najszerszą możliwą perspektywę proponowaną przez Covey'a, pokazuje, jak "oddolnie" zarządzać swoimi wszystkimi priorytetami.

3 komentarze :

  1. Nade mną ciąży fatum. Naprawdę! Cały weekend majowy spędziłam nad pracą semestralną pt. zarządzanie czasem. Przerobiłam jakieś 8 książek (bo bibliografia musi być bogata), które przewertowałam wzdłuż i wszerz, by w niedzielę wieczorem dojść do wniosku, że robię sobie dzień oddechu, bo zwariuję od tej tematyki i ... ta dam! U Ciebie na blogu taki sam temat :D Po prostu nie wierzę!
    Sama mam książkę Hogana, którą kupiłam parę lat temu i wtedy nie zrobiła na mnie odpowiedniego wrażenia. Teraz, kiedy korzystałam z niej przy okazji pisania pracy, mogę śmiało powiedzieć, że odkryłam ją na nowo. Wynika to chyba z faktu, ze na wiele rzeczy patrzę inaczej, ale przede wszystkim mam więcej obowiązków i takie wskazówki dot. tego jak pracować lepiej i mądrzej zamiast ciężej i dłużej, zaczęły mieć dla mnie sens, bo przekładają się na rzeczywistość.
    O pozostałych dwóch książkach nie słyszałam, ale z opisu, który przeczytałam, to natrafiłam na podobne treści w czasie tego weekendu tylko zamiast w jednej książce miałam je w 5 :-) Zasadę dwóch minut stosuje od jakiegoś roku, kiedy tylko o niej przeczytałam na jakimś blogu - przydaje się w szczególności, kiedy rozważam kwestię mycia naczyń ;-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeja! A ja chciałam, żeby było różnorodnie... :D

      Cieszę się, że jednak te treści się przewijają też w innych książkach. W takim razie nie trzeba czytać aż ośmiu (chyba, że pisze się pracę semestralną;) - co za oszczędność czasu!

      Usuń
    2. Kluczem jest wybranie odpowiednich trzech książek - wtedy rzeczywiście zaoszczędzisz czas ;-) Przy okazji czytając książki o czasie, znalazłam trafne spostrzeżenie. Obecnie próbujemy zaoszczędzić czas przez to, że kupujemy komputery które szybciej pracują, obiady zamawiamy albo zadowalamy się zupkami do przygotowania w 5 minut itd. a wszystko po to,by zaoszczędzony czas spędzić na oglądaniu TV lub grze na komputerze... Taki oto paradoks.

      Usuń