18 lipca 2014

Rok czytania literatury pięknej - podsumowanie

Książki są wszechobecne w moim życiu. Czytania wymaga mój zawód (prawdopodobnie także ten, który dopiero kiedyś sobie stworzę... ;-), ale to też jedna z czynności, które sprawiają mi największą przyjemność.


Nie jest żadną tajemnicą, że uwielbiam literaturę branżową i popularnonaukową. Do tego stopnia, że w którymś momencie sięgałam właściwie tylko po nią. W lipcu zeszłego roku - publikując listę książek do przeczytania - postanowiłam zmotywować się do czytania większej ilości literatury pięknej. Jak mi poszło?

Zgodnie z tym, co znajdziecie na podstronie, w ciągu tego roku skończyłam czytać 24 książki (+ dwie kolejne są "w drodze"). Biorąc pod uwagę to, jak wymagający to był rok oraz fakt, że wciąż sięgam przede wszystkim po literaturę biznesową i okołoinformatyczną, to całkiem niezłe osiągnięcie. Większość z zaplanowanych książek wciąż stoi na moich półkach, jednak się tym nie przejmuję. Ten wynik też dość dobitnie uświadamia mi, jak dużo czasu w tym roku poświęciłam na... dojazdy na uczelnię i do pracy.

Ale dość o tym. Co z tej listy warto odnotować?

  1. Nareszcie udało mi się zapoznać z całą twórczością Olgi Tokarczuk. Na mojej liście zostały niewykreślone tylko dwie pozycje - tylko z tego względu, że już kiedyś je czytałam i cierpliwie czekają na mojej półce na podejście numer dwa. Zostawiłam je sobie na później, bo zamierzam przeczytać je w spokojniejszym okresie mojego życia. Mam nadzieję, że to będzie już niedługo. ;)

    Z książek Pani Tokarczuk poruszył mnie zbiór opowiadań Szafa. Z kolei Podróż ludzi księgi strasznie mnie zirytowała (kończy się po mistrzowsku!). Najbardziej zaś podobała mi się - ku mojemu zaskoczeniu - Anna In w grobowcach świata, która jest reinterpretacją mitu o Inannie. Pani w bibliotece też bardzo ją chwaliła. Raczej nie spodoba się każdemu, ale moim zdaniem warto po nią sięgnąć.

  2. Kanon w odwróceniu Paolo Maurensig. Książka, którą w gimnazjum podrzuciła mi moja polonistka. Najpierw przeczytałam ją ja, później błyskawicznie pochłonęła ją moja mama, a jakieś dziesięć lat później w końcu wyszukałyśmy swój własny, lekko podniszczony egzemplarz w jednym z antykwariatów. Książka, której się nie zapomina, szczególnie ze względu na bardzo specyficzną konstrukcję fabuły. Wszystko zaczyna się od aukcji pewnych wyjątkowych skrzypiec. Jeden z bohaterów opowiada historię, której bohater opowiada historię, której bohater opowiada kolejną historię, której bohater... ha, to akurat już nie jest takie oczywiste. :) Do tego mocne, zaskakujące zakończenie, które bardzo mi się podobało, choć w innym przypadku pewnie uznałabym je za manipulację czytelnikiem. Możecie mieć problemy ze znalezieniem tej pozycji, ale jeśli kiedyś ten tytuł Wam się gdzieś przewinie, sięgajcie po niego bez wahania.

  3. Podwójne gry to jedna z książek, od których nie sposób się oderwać, chociaż chwilami trochę irytują. To powieść z kategorii: domyślam się zakończenia (chociaż w tym przypadku lepszym słowem będzie "wyjaśnienie"), ale jest tak dużo świetnej akcji, że szybko czytam dalej. Czyli takie, jakie lubię. ;) Zaczyna się od "samobójstwa" żony głównego bohatera, który następnie opowiada, jak do niego doszło. Jest intryga, jest interesująco skonstruowana fabuła i do tego wzbudzający zupełnie skrajne emocje bohaterowie. Jest wszystko, co dobra powieść mieć powinna. Akcja toczy się w czasach, które w trakcie czytania wydały mi się tak bardzo odległe, że aż ciężko mi było w to uwierzyć. A wcale takie nie są! O jakich czasach mowa? Tego dowiecie się już w trakcie lektury.

    Ta książka nie da Wam spokoju, dopóki nie skończycie jej czytać. A zakończenie... mnie jednak odrobinę zaskoczyło.

Poza powyższymi trafiło mi się jeszcze kilka pozycji godnych uwagi. Nie będę oryginalna, polecając Wam trylogię Stiega Larssona - i tak mam wrażenie, że jestem ostatnią osobą na ziemi, która po nią sięgnęła. :) Z kolei osobom, które wolą coś lżejszego, polecam Tylko między nami Cathy Kelly. Chociaż nie przepadam za tego rodzaju literaturą, tę powieść czytało mi się tak rozkosznie (tak, to dobre słowo!), że aż wstyd się przyznać. ;)

Moje "wyzwanie" trwa. A może Wy polecicie mi coś ciekawego na kolejny rok?

PS: Jak cudownie w końcu napisać coś, co nie jest ani mailem, ani pracą magisterską! ;)

3 komentarze :

  1. Oby takich tekstów więcej ;-) W znaczeniu, nie związanych z mailowaniem, marketingiem czy magisterką!
    Mogę się pochwalić jedynie, że przeczytałam Stiega Larsonna. Reszta książek jest mi kompletnie nieznana, ale kiedy zakończą wreszcie remont w mojej bibliotece, to poszperam. Może coś z tego, co wspomniałaś, trafiło tam ;-)
    Osobiście mam ten problem, że czytam za dużo i chyba robię się trochę zmanierowana tzn. rzadko która książka mnie zachwyca. A jak zachwyca, to wrzucam na bloga. Larsson to był niebywały wyjątek, porwał mnie i na dłuuugo został w mojej pamięci.Inna książka, która niesamowicie mnie poruszyła to "Złodziejka książek" i zapewne tym razem to ja będę ostatnią osobą, która zobaczy film nakręcony na jej podstawie ;-)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ, zmanierowanie to esencja! :)

      Usuń
    2. Dzięki za "Złodziejkę książek"! Zgadzam się, bez "zmanierowania" trudno być wymagającym czytelnikiem, a takich cenimy najbardziej. :)

      Usuń