29 grudnia 2014

Kiedy rok ma się ku końcowi

Kiedy byłam na pierwszym roku studiów, jedną ze ścian w biurze wydziałowego samorządu zapisaliśmy swoimi odpowiedziami na pytanie, gdzie chcemy być za pięć lat. Kto tam kiedykolwiek był, ten mógł wszystko przeczytać. Właśnie uświadomiłam sobie, że te pięć lat minie dokładnie 24 kwietnia 2015.

Od tego czasu studia zdążyły się skończyć, a kilkanaście miesięcy temu biuro zostało przeniesione. Popisana przez nas ściana najprawdopodobniej jest już dawno zamalowana, a pokój zajmuje ktoś inny.

Ja za to doskonale pamiętam, co na niej wtedy nabazgrałam. I co mnie do tego podkusiło.

Końcówka roku to świetna okazja, żeby o tym wspomnieć. 

Uwielbiam podsumowania, które nam w tym czasie towarzyszą. Jeśli ktoś z Was jednak myślał, że zamierzam się dziś publicznie rozliczyć z tego, co udało i co nie udało mi się w minionym roku, muszę go rozczarować. Właściwie mogłabym napisać, jak trudny to był dla mnie rok, ale za 12 miesięcy prawdopodobnie będę się z tego śmiać. I tak będzie jeszcze trudniej, bo i stoją przede mną coraz większe wyzwania.

Poza tym wszyscy tak piszą. ;)

Chcę natomiast napisać coś innego: ze wszystkimi decyzjami z tego roku czuję się świetnie. Mimo tego że wielu spraw nie zamknęłam i pewnie długo jeszcze nie zamknę. Każdego dnia staram się też zrobić coś, żeby ten dzień uznać za wartościowy. A to robi wielką różnicę i nigdy się nie kończy.

Proces, nie projekt.

Wracając do ściany w biurze, wiele osób podeszło do tego zadania z humorem. A ja - jak to ja - musiałam uderzyć czymś równie ciężkim jak próba samodzielnego siedzenia każdego pierwszego stycznia. Co takiego napisałam? Chętnie opowiem Ci przy jakiejś okazji, zresztą wnikliwy czytelnik znajdzie podpowiedź kilka akapitów wyżej. Ta historia jednak jeszcze trwa, a nawiązuję do niej z trochę innego powodu.

Dzięki pomysłowi naszego kolegi, historia ze ścianą to taki mój mały kamień milowy. Kiedy patrzę te pięć lat wstecz, jestem bardzo zaskoczona, jak wiele się zmieniło.

Co w związku z tym? Bywa, że do noworocznych planów podchodzimy bardzo ambitnie i zadaniowo, jednak okazuje się, że na to wszystko nie wystarczy 12 krótkich miesięcy. Dopiero kiedy spojrzy się z szerszej perspektywy, widać, że różnica jest ogromna. Dlatego nie zamierzam specjalnie się przejmować, jeśli za chwilę okaże się, że realizacja niektórych moich planów właściwie nigdy się nie kończy.

Zawsze znajdzie się coś, co mogłam zrobić lepiej. Liczy się proces, nie projekt.

3 komentarze :

  1. Fajny wniosek. Mam wrażenie że większość ludzi myśli i działa wyłącznie projektami. A procesy i etapy są zdecydowanie niedoceniane.
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kłania się tu myślenie przyszłościowe. Ja po raz pierwszy spotkałam się z tym w tym roku i napisałam sobie odpowiedź na pytanie "jak będzie wyglądać moje życie za 5 lat" i jestem ciekawa co mi z tego wyjdzie. Póki co 4,5 roku odliczania przede mną ;-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. pamiętam jak 10 lat temu napisałyśmy z kuzynką list do nas samych z przyszłości. o tym, jak sobie wyobrażamy nasze życie za 5/10/15 lat. I powiem ci szczerze, ze chociaż moje wyobrażeni na temat własnego życia odbiegały od realiów, to jednak coś we mnie z tamtych czasów zostało i uśmiecham się do tego :)

    OdpowiedzUsuń