15 grudnia 2014

Powód, by czuć szacunek


Od kiedy mam poczucie, że moje teksty niewiele różnią się innych tekstów w blogosferze, jakoś opuścił mnie entuzjazm do pisania. Tworzenie Kolejnego Nudnego Bloga wcale nie jest moim marzeniem, więc poprzeczka poszła w górę. Na razie tylko nieśmiało patrzę na nią, ale żeby móc to robić, wciąż muszę dość wysoko zadzierać głowę.

Jednak kiedy ma się 155 cm wzrostu, można do tego przywyknąć. :) Wszystko jest trudne, zanim stanie się łatwe.

Z nieznanego mi powodu moją uwagę często zwracają ludzie, którzy próbują budować szacunek do siebie jakoś tak dziwnie, od zewnątrz. Przez, zdaje się, proste porównania: jeśli jest ktoś gorszy, to ja jestem lepszy. Jakby kompletnie umykał im fakt, że ludzie, którzy wyglądają na najbardziej dowartościowanych, to ci, którzy - eureka! - naprawdę tacy są. Niekoniecznie dlatego, że w pobliżu jest ktoś, do kogo można się w jakiś sposób odnieść.

Ponieważ zaczynam już niebezpiecznie ocierać się o banał, dodam tylko dwie rzeczy. 

Wcale nie czuję się lepsza od kogokolwiek, bo zawodowo mi się układa, bo robię to, co lubię i mnie to rozwija; bo (na razie) nie muszę się bać o tzw. karierę (tfu! dlaczego tak nie lubię tego słowa?). Za przemyślaną i ciężką pracą po prostu idą efekty. Nie uważam, że z tego powodu należy mi się jakiś szacunek otoczenia i nie oburzam się, kiedy kogoś mało to obchodzi.

Patrząc z drugiej strony, nie czuję się też gorsza, bo przybył mi kolejny kilogram, a od kilku tygodni na moim dekolcie mocno widać bliznę, która ludzi czasem odstrasza, a czasem dziwi. Gdybym tak jak inni miała też oceniać się przez pryzmat posiadania pierścionka zaręczynowego, wypadłabym po prostu żenująco. Ale mam to w nosie (być może też "na razie";).

Jest za to coś, co wciąż mnie buduje. Prosta sprawa: to, że ciągle mi się chce. To, że po kilku godzinach umysłowej pracy, nie mam ochoty odpuszczać. To, że wracam do domu i robię, co tylko mogę, żeby ten dzień miał znaczenie nie tylko dla mojego pracodawcy, ale też dla mnie. I to, że mam czas na bliskość, na książki, na dbanie o to, żeby nie było tylko "jakoś".

Nawet jeśli zdarza się, że to całe dbanie mogę ograniczyć jedynie do trywialnego dodania do kawy syropu o smaku orzecha makadamia.

I nawet jeśli to ma znaczenie tylko dla mnie.

15 komentarzy :

  1. Niestety przez 5 dni w tygodniu spędzam +/- 8 godzin w miejscu, którego nienawidzę, robiąc rzeczy, któe nie mają sensu. I nic nie mogę z tym zrobić.
    Ale wierzę, że któregoś dnia będę mogła powiedzieć o sobie to, co Ty w tym poście :)

    OdpowiedzUsuń
  2. po pierwsze mentalna piątka ze względu na wzrost.
    po drugie - ja także przezywam blogowy kryzys, jakby skończyły mi się myśli, a do banału to ja się aktualnie z całej siły przytulam, nawet nie ocieram.
    ale mimo wszystko (i to po trzecie) uśmiechnął mnie twój post :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim zdaniem porównania w naszym życiu są nieuniknione, ale warto mieć do nich zdrowe podejście. Jeśli porównuję się w górę, to dla równowagi porównuję się w dół, żeby na koniec stwierdzić, że moje jest jedyne i słuszne. Bo moje. Ja też miewam dużo takich chwil, kiedy myślę o straconych możliwościach, o potencjale, którego nie wykorzystałam, o rzeczach, które mogłabym zrobić, gdybym tylko nie była sparaliżowana chęcią zrobienia WSZYSTKIEGO. I ostatnio, jak na ratunek, pogadałam sobie z kolegą i doszłam do wniosku, że ostatecznie, jak na to że mam wadę słuchu, to i tak nieźle sobie radzę w życiu. O wiele lepiej, niż mogłyby na to wskazywać wyniki badań. A im częściej dochodzisz do wniosku, że dobrze jest, tym bardziej Ci się chce, żeby było jeszcze lepiej, Słowo klucz - chce się, a nie MUSI. Więc Ewa, jeśli wciąż Ci się chce, to znaczy że zasadniczo uważasz, że jest dobrze, a to jest ogromny powód do radości! :) A do koleżanki Darii - nie chcę za bardzo wściubiać swojego nosa, nie znając sytuacji, ale kilka miesięcy temu też spędzałam 5-6 (a czasem i 7) dni w tygodniu po zazwyczaj więcej niż 8 godzin (reszta jak u Ciebie). I tez myślałam, że nie mogę nic z tym zrobić. A jednak mogłam, starczyło mi odwagi, by to zrobić, i teraz wracając od czasu do czasu do tego miejsca, za każdym razem dziękuję sobie w duchu, że zatrzasnęłam za sobą te drzwi. "The trouble is, you think you have time". (Budda) ;) Też trzymam kciuki w otchłani internetu! :) Pozdrawiam, Em.

    OdpowiedzUsuń
  4. A co ciekawe, jesteś lepszym słuchaczem niż 90% ludzi bez żadnej wady słuchu... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piąteczka! :) Co do banałów, ostatnio coraz bardziej podoba mi się nazywanie ich "rzeczami, o których mogliśmy zapomnieć". :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo "słuchać" a "słyszeć" to niby podobne, ale jednak zupełnie inne rzeczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile radości i hmmm.... "mentalnego wsparcia" daje mi to, co napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Syrop o smaku orzecha makadamia? To brzmi bardzo smakowicie!
    I może "uczepiłam" się jedynie szczegółu z tego całego wpisu, ale właśnie on przemówił do mnie najbardziej. Ostatnio też zrobiłam coś jedynie dla siebie i był to drobiazg jak np. zakup świeczki, która niesamowicie mi się spodobała, czy zwykłe pójście wcześniej spać. Olanie spraw bieżących i zaległych, bo sen okazał się ważniejszy. Powód, by czuć szacunek względem innych może być różnoraki. I tak naprawdę nie istnieje jeden powód, a wiele powodów. Ale by czuć szacunek względem siebie - to już zupełnie inny, wyższy poziom. Ale wart jego osiągnięcia. Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Coś mi mówi, że bez względu na wzrost jesteś wielka duchem :)
    Rety, trafiłam tu przypadkiem i mam wrażenie, jakbym czytała swoje własne myśli. Cudownie piszesz! I w dodatku jesteś z Olsztyna, tak? Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten "szczegół" miał przemówić najbardziej - do wyobraźni właśnie. :)


    Jak idzie Ci czytanie Coveya? ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pięknie dziękuję i bardzo mi miło. :) Też Olsztyn? :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam wielokrotnie naprawdę banalne teksty. Twój do takich nie
    należy. Należy natomiast do tej grupy postów, których ludzie tłumnie nie
    komentują, bo - mam wrażenie - nawet nie wiedzą, co powiedzieć. Znacznie łatwiej napisać "ładnie udekorowane mieszkanie", "apetyczny przepis" czy "ciekawa sukienka".
    A Twoje dbanie o siebie wcale nie kończy się na syropie o smaku
    orzechów makadamia - dbasz swoimi postami, bo uciekasz od banału, nie
    czując się wcale lepsza - jednak taka jesteś. Pozdrawiam - M.

    OdpowiedzUsuń
  13. Powiedzmy, że idzie... jeżeli wiesz co mam na myśli. Jeszcze trochę mi "pójdzie" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bez wątpienia ta książka do lekkich nie należy. :D

    OdpowiedzUsuń