18 stycznia 2015

O umowach zawieranych z sobą samym

O umowach zawieranych z sobą samym

Jedną z najważniejszych rzeczy, jakich się nauczyłam (zarówno w marketingu, jak i w życiu osobistym), jest to, że jeśli coś obiecuję, muszę się z tej obietnicy wywiązać. I to ze szczególnym uwzględnieniem tych obietnic, które składam sama sobie. W końcu podstawowym warunkiem, żeby ktokolwiek mógł nam ufać, musi być to, że sami mamy do siebie zaufanie. A olewanie obietnic to najprostsza droga do tego, żeby to zaufanie stracić.

Drugą niesamowicie ważną rzeczą okazało się odkrycie, jak duże znaczenie dla zaufania ma negocjowanie umów zawartych z samym sobą, jeśli jednak nie jesteśmy w stanie spełnić ich warunków. W praktyce to znaczenie objawia się też w różnicy pomiędzy byciem sfrustrowanym a byciem ogólnie z siebie zadowolonym.

Według Jima Collinsa, "jeśli masz więcej niż 3 priorytety działania, to znaczy, że nie masz żadnego". Trzy priorytety to i tak dużo, biorąc pod uwagę złożoność świata, w którym przyszło nam żyć. ;)

Moje priorytety na najbliższy czas to:

1. Ugruntować wiedzę potrzebną w moim zawodzie. W praktyce to pewnie zajęcie na kilka lat, więc na początek chcę po prostu przeczytać wszystkie książki, które ostatnio kupiłam lub pożyczyłam od szefa (a dużo tego!). Nie mam jakiegoś wielkiego parcia na karierę, po prostu przepadam za marketingiem i z nim wiążę swoje dalsze działania - także te w blogosferze. Być może też w najbliższym czasie uda mi się wystąpić w roli prelegenta, ale o szczegółach napiszę, kiedy przyjdzie na to czas.

2. Doprowadzić do końca formalną edukację. To znaczy... do takiego "tymczasowego" końca, bo trudno powiedzieć, co jeszcze sobie w tym temacie wymyślę. Temat ten mnie już po prostu męczy i chciałabym mieć to z głowy. Wymówki mi się już skończyły, a w dodatku nim się obejrzę, przyjdzie wiosna. Wtedy - zamiast na pisaniu pracy dyplomowej - raczej będę wolała spędzać czas na rowerze, na wyjazdach lub po prostu na piwie i absolutnie zawsze rozwijających rozmowach ze znajomymi.

3. Ostatnie i najważniejsze: zadbać o kondycję. Do tej pory nie wspomniałam o jednej rzeczy. Kilka miesięcy temu miałam dość poważną operację. Może operacja sama w sobie nie należała do najtrudniejszych, ale na mój organizm miała ogromy wpływ. Dołóżmy do tego +/- 9 godzin dziennie przy komputerze przez kilka miesięcy i obłędne słodycze, które spłynęły na nas na Święta. ;) Łatwo więc domyślić się, że z moją kondycją jest teraz słabo. Wciąż mam wiele zakazów związanych ze stanem zdrowia, ale obecnie i tak wykorzystuję każdą możliwą okazję do tego, żeby się ruszać - i na tym nie chcę poprzestać. 

Jak łatwo zauważyć, na tej krótkiej liście nie znalazło się pisanie na blogu. To wciąż ważne dla mnie miejsce i za nic w świecie nie chcę go porzucać (gdybym chciała, po prostu bym to zrobiła, zamiast bezsensownie się tłumaczyć:)). Jakby nie patrzeć, trochę trudno jest dbać o kondycję, spędzając kolejną godzinę przy monitorze. Jest jeszcze kilka innych rzeczy, których bardzo bym chciała, ale postanowiłam jeszcze raz na chwilę odłożyć je na bok. Wiem, że ryzykuję, że nigdy nie znajdę na nie czasu. Mimo wszystko mam do siebie zaufanie. Biorąc pod uwagę to, że nie żyję w oderwaniu od otoczenia i innych ludzi, poprzeczka wciąż jest postawiona całkiem wysoko.

Nie zakładam, że przestanę publikować w ogóle - po prostu dopóki nie doprowadzę trzech powyższych rzeczy do pożądanego stanu, nie będę mogła poświęcać temu miejscu zbyt wiele uwagi. Trochę boli, ale trzeba się w końcu na coś zdecydować.

Całkiem często chcę wielu rzeczy naraz i czuję się przez to trochę jak ten statek, który chce płynąć we wszystkich kierunkach jednocześnie. A każdy przedszkolak wie, że taki statek w praktyce nie ma szans nigdzie dopłynąć. Stąd ten tekst.

PS: Jeśli mimo to chcecie mieć ze mną jakiś kontakt, możecie obserwować mnie na Instagramie albo na Twitterze - tam jestem bardziej aktywna. :)

7 komentarzy :

  1. Dziękuję! I trzymam kciuki za... konsekwentną naukę tego wszystkiego. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nadzieją dla bloga (i wszystkich innych rzeczy, przez które statek stoi zamiast płynąć) jest to, że priorytety nie oznaczają wyłączności. Oznaczają przede wszystkim tyle, że przy ograniczonym czasie i siłach mając wybór między a i b, przy czym a jest na liście priorytetów, natomiast b nie - wybierzesz a (oby!) natomiast jeśli starczy czasu i sił - pojawi się i b :) Więc życzę Ci czasu i siły!

    OdpowiedzUsuń
  3. Z racji sesji i zaliczeń zawarłam dużo umów sama ze sobą. Wszystkie miały na celu zaliczenie egzaminów w jak najszybszym terminie. Niemniej życie jest życiem - wyskoczyło coś niespodziewanego oraz okazało się, że nie jestem robotem (cóż za odkrycie!) i moje obietnice okazały się nie do zrealizowania. Jak to zwykle bywa, podłamało mnie to trochę i zniechęciło do dalszych aż tak intensywnych wysiłków. Tymczasem trafiłam na opinię, że jak coś się psuje i plan traci swoje ramy, to należy go zmienić. Tylko tyle i aż tyle. Ta zmiana to taka aluzja do Twoich negocjacji. Bo i to i to opiera się na założeniu, że mogę i zrobię. I tak jest ze mną, i tak jest z Tobą.Dlatego po tych 3 priorytetach, liczę że weźmiesz blog na pulpit i nie porzucisz tutejszej społeczności. Tymczasem trzymam kciuki za Twój rozwój, kondycję i pracę dyplomową! (Co priorytet to bardziej ambitny)
    Pozdrawiam;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Od siebie musze napisać tyle, że nie cierpię roli prelegenta. prawdopodobnie nie starczy mi życia na przeczytanie wszystkich książek, które bym chciała znać. A już całkiem w temacie - jasne, ze szkoda, ze będzie cię tu mniej, ale to oczywiste i jedyne właściwe rozwiązanie, kiedy wokół ciebie dzieją się ważne rzeczy. Trzeba mieć czas przede wszystkim na to, czego się chce i potrzebuje. Reszta może czekać. Powodzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki! Z tą ilością książek mam tak samo, dlatego chcę "tylko" (albo aż), żeby moja wiedza mi się po prostu ładnie zintegrowała (baaaardzo lubię tego doświadczać). Zresztą sam proces się liczy. Życie byłoby smutne i nudne, gdyby lista książek się kiedyś skończyła! :)


    Dlaczego nie cierpisz roli prelegenta?

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie zamierzam nikogo porzucać. :) Powodzenia w czasie sesji!

    OdpowiedzUsuń
  7. O, to właśnie! Gdzie się da, próbuję też różne priorytety ze sobą jakoś łączyć. :)


    Niestety nie wymyśliłam jeszcze sposobu, jak połączyć publikowanie na blogu z pisaniem pracy magisterskiej... ;-)

    OdpowiedzUsuń