22 lutego 2015

Idee warte rozpowszechniania #2

Idee warte rozpowszechniania

Neurobiologia zawsze wydawała mi się jedną z ważniejszych dziedzin, którymi należy się zainteresować, jeśli myśli się o skutecznym funkcjonowaniu. Jeśli się dobrze przyjrzeć, jest użyteczna w bardzo wielu miejscach, np. w rozumieniu zachowań (i swoich, i innych), w relacjach międzyludzkich, w psychiatrii, a ostatnio też coraz częściej w marketingu. Ale nawet w oderwaniu od innych dziedzin jest niezwykle interesująca.

Dlatego cenię sobie treści, które w jakiś sposób korzystają z odkryć neurobiologii.

Takie treści przez ostatnich kilka lat wyjaśniły mi dużo ciekawych rzeczy. Obaliły też całkiem sporo bardzo powszechnych przekonań. Neurobiologia z pewnością nie jest prosta, dlatego tak dużo tu rzeczy "możliwych", a jeszcze więcej uproszczeń i wniosków błędnych.



Sama długo już trzymam się jednego takiego wniosku, odnośnie neuronów lustrzanych, który znacząco (i bardzo korzystnie) wciąż wpływa na moje relacje z innymi. A mimo to wciąż nie potrafię zweryfikować, czy nie jest tylko częścią wyjaśnienia jakiegoś bardziej złożonego problemu. Być może jednak z tym "moim" odkryciem jest zupełnie tak jak z oksytocyną, zwaną hormonem miłości, którą ostatnio tak bardzo się wychwala. A o tym, że oksytocyna ma również swoje ciemne strony, będziecie mieli okazję się dzisiaj dowiedzieć.

Do brzegu. Chociaż dzisiejszy film z cyklu Idee warte rozpowszechniania nie do końca będzie o oksytocynie, to rozprawia się z moimi obawami związanymi z mówieniem o neurobiologii. Będzie o... neurobanialukach, neurodyrdymałach i neurobujdach na resorach, o których warto posłuchać. :)



Z nagrania dowiesz się m.in:
czy kanapka z serem to sposób na podejmowanie dobrych decyzji;
czy na podstawie informacji o aktywności danego obszaru mózgu można odczytywać ludzkie emocje,
jakie ciemne strony ma oksytocyna, którą powszechnie nazywa się hormonem miłości
oraz:
dlaczego - trochę z przekory - użyłam w tym tekście grafiki, która nawiązuje do kształtu ludzkiego mózgu. ;)

Miłego oglądania! A w komentarzu koniecznie daj mi znać, jak czujesz się z tym, że na blogu poruszam tego typu tematykę.

3 komentarze :

  1. Przyznaję, że to neurobanialuki, neurodyrdymały i neurobujdy na resorach skłoniły mnie do obejrzenia filmu TED. Ale powiem jedno - było warto :-) Ciekawa ta prezentacja. Nie miałam pojęcia, że jesteśmy aż tak podatni na rysunek samego mózgu. No i poza tym, dobrze wiedzieć, kiedy chce się przekonać nas do czegoś nie do końca uczciwego. Potwierdziło się, że wszystko zależy od interpretacji danych.
    Mnie się taka tematyka jak najbardziej podoba ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. heh, usmiecham się szeroko do tego posta, bo mam takiego pacjenta, młody i bystry człowiek, który niemal wszystkie przyczynowo skutkowe zaleznosci w swoim zyciu tłumaczy ... oksytocyną. Gdzieś jej za mało, tu znowu za duzo ... poezja!


    ps. zupełnie nie rozumiem twoich neurobiologicznych zahamowań - tak długo jak podajesz te niusy w przystępnej formie, będę je chętnie czytać
    Pozdrawiam (z wakacji)!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się podwójnie (bo komentarz z wakacji)! :D

    OdpowiedzUsuń