29 grudnia 2016

Trzy rzeczy, o których nie chcę zapomnieć po 2016 roku


Mimo upływu lat, końcówce roku wciąż towarzyszy spokój, ciepłe uczucia i zaskoczenie, jak wiele się wydarzyło oraz jak wielu rzeczom pomogło się wydarzyć. Chciałabym, żeby zostało tak jak najdłużej.

A dopóki mam taką możliwość, pokuszę się o kontynuowanie serii: trzy rzeczy, o których nie chcę zapomnieć, gdy dany rok już minie. A 2016 kończę z doświadczeniami, z których wnioski wydają mi się szczególnie warte puszczenia w świat.


Jakie lekcje przyniósł mi ten rok?

1. Rozwój intelektualny to nie wszystko.

Bo choć wiedza wiele ułatwia, to od poczucia sensu, a także umiejętności rozpoznawania emocji i kierowania nimi zależy, jak radzimy sobie z wyzwaniami, czy potrafimy cieszyć się dotychczasowymi sukcesami i jak układają się nasze relacje z otoczeniem. I chociaż o inteligencji emocjonalnej pierwszy raz usłyszałam dobrych kilka lat temu, to dopiero w tym mogłam to w pełni docenić, bardzo boleśnie zderzając się z jej niedostatkiem u kogoś innego.

Dziś najważniejszą kwestią wydaje się fakt, że bogata emocjonalność, zdolność do empatii i aktywne sumienie to jedne z kluczowych cech, które odróżniają „normalnych” ludzi od psychopatów. To one decydują, jak dużo człowieka jest w człowieku. Dlatego warto dbać o ich ciągły rozwój.

2. To, na czym się koncentruję, rośnie.

Metaforycznie oczywiście. To, na czym skupiamy uwagę, w naturalny sposób nabiera dla nas większego znaczenia. Od tego, na co patrzysz, zależy, co dostaniesz. Dla przykładu, mnie się czasami wydaje, że do moich ważnych cech należą ciekawość świata, umiejętność słuchania, samodzielność albo na przykład samoświadomość. Tymczasem niektórym krótkie nogi potrafią całkowicie to wszystko przysłonić. Jak to możliwe, skoro są takie krótkie. :)

Kiedy myślisz o braku i problemach, wszędzie dostrzegasz brak – a wraz z nim fundujesz sobie frustrację, żal, smutek, rozczarowanie i niepokój. Kiedy skupiasz się na tym, co już masz i co udało się osiągnąć, łatwo czuć, że ma się na coś wpływ, być wdzięcznym, zapewnić sobie spokój umysłu, w odpowiednim momencie powiedzieć sobie „wystarczy” i być ogólnie z życia zadowolonym.

To jedna z rzeczy, o których łatwo mówić, a trudniej zrobić. Ale się da – dziś piszę to z pozycji praktyka. Zdecydowanie wolę ten drugi zestaw emocji.

3. Od języka, jakiego używam, zależy więcej niż mi się dotychczas
wydawało.

Słowa mają ogromny wpływ na nasze emocje. Szczególnie w przypadku silnych negatywnych uczuć, których wcale nie chcemy przeżywać, warto się im uważnie przyjrzeć. Przykłady? Rozwojowcy zamiast problem mówią wyzwanie, a muszę zamieniają na chcę. Tę samą osobę możesz nazwać pewną siebie dziewczyną (taką wiele chciałoby być) albo zarozumiałą suką (kto chciałby się z nią utożsamić?). Czy łatwiej będzie Ci współczuć czubkowi czy człowiekowi z problemami psychicznymi? Lepiej jest być samotną czy samodzielną matką? Pomyśl też, jak wielką różnicę w emocjach powoduje nazwanie kogoś oprawcą zamiast po prostu kretynem.

Czasami niewielka zmiana słownictwa wystarczy, żeby poczuć się lepiej, przestać sabotować siebie i innych oraz wrócić do bycia skutecznym.

***
Czytając różne teksty, łatwo ulec pokusie myślenia „przecież to nic nowego, już o tym wiem, znam to na pamięć”. Tymczasem dopiero pod wpływem różnych przeżyć rzeczy z pozoru oczywiste i banalne nabierają emocjonalnego znaczenia. Łatwo też zapomnieć, że pomiędzy „wiedzieć” a „robić” często jest przepaść. To coś jak różnica pomiędzy czytaniem o zarabianiu milionów a byciem milionerem – w praktyce łatwo ją dostrzec, prawda? W wielu dziedzinach życia ta różnica jest mniej dostrzegalna.

Jeśli masz wyniki, które Cię cieszą, to gratuluję. A co, jeśli nie? Może jednak warto o tej przepaści chociaż przez chwilę pomyśleć i wrócić do tematu za jakiś czas.

Jestem bardzo ciekawa, o czym Wy nie chcielibyście zapomnieć, gdy ten rok już minie. Dajcie znać w komentarzach!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz